?Bądź mężczyzną!”

Jak to się dzieje, że tak mało o sobie wiemy, że tak daleko potrafimy odejść od zrozumienia siebie? Rozważ­my prosty przykład podsunięty mi przez doktora Warrena. Jest sobota. Trzyletni chłopczyk bawi się na chodniku, a jego tata myje przed domem samochód. Po drugiej stro­nie ulicy bawi się dwóch starszych chłopców. Malec z ca­łego serca pragnie się do nich przyłączyć, ale ponieważ nie ma odwagi o to poprosić, więc przynajmniej usiłuje im zaimponować. Coraz gwałtowniej manewruje swoim dzie­cięcym autkiem, tak że w końcu wypada z niego na chod­nik. Widząc swe otarte do krwi łokcie, zaczyna płakać. Ojciec, z lekka zawstydzony, że z syna taka niezdara i be­ksa (starsi chłopcy śmieją się z niego do rozpuku) mówi podenerwowanym tonem:

- Daj spokój, przestań ryczeć, nic ci się strasznego nie stało! Bądź mężczyzną!

Zbity z tropu malec usilnie stara się zrozumieć, o co tu chodzi. ?Chce mi się płakać – myśli. – Dawniej zawsze płakałem, kiedy mnie bolało, ale tatuś gniewa się, gdy płaczę. Następnym razem lepiej będzie nie płakać.”

Dziecko uczy się więc zaciskać zęby i zachowywać tak, jakby nie doznało uczucia bólu; oto początek procesu wypierania się własnych uczuć. Jeśli mała dziewczynka okazuje niechęć kuzynce albo ?nienawidzi” brata, matka wbija jej do głowy, że to bardzo źle, że nie wolno żywić takich uczuć. Jakże często zirytowany ojciec krzyczy na dziecko, które podekscytowane jakimś przeżyciem wpada jak huragan do pokoju: ?Ciszej! Co się z tobą dzieje?!” Gdy takie reakcje powtarzają się dziesiątki razy, dziecko dochodzi do wniosku, że aby nie narażać się dorosłym, nie wolno ulegać impulsom – trzeba po prostu tłumić wyraża­nie uczuć.